Polscy Internauci już praktycznie od początku egzystowania Internetu w Polsce robią za jego pośrednictwem zakupy. Nie ma w tym nic niecodziennego, kupowanie przez sieć globalną jest przecież nowoczesną formą robienia zakupów. Proces, jakim jest kupowanie ewoluuje, jak praktycznie wszystko dookoła. Jeszcze w młodości wszystkich babć i dziadków na zakupy chodziło się na wszelkiego rodzaju bazary i targowiska – była to swego rodzaju dawna forma teraźniejszych hipermarketów i supersamów – albo też, jak kto woli galerii handlowych. Targowiska zaczęły później być uzupełniane poprzez wszelakie sklepy wielobranżowe, których koronnym atutem nie były korzystne ceny (gdyż zwykle były one wyższe, niż te na targowisku), lecz niewielka odległość od klienta. Zwyczajne jest przecież, że statystyczny Kowalski po jedną zdrowie, paczkę kawy, płatki kukurydziane, czy też paczkę kaszy nie będzie szedł na targowisko. Po słodycze można też dobrze, lecz pewnie z nie tak atrakcyjną ceną podejść do osiedlowego sklepu spożywczego. To akurat ten przeciętny sklep spożywczy był podwaliną wielkiego handlu.
Po uwolnieniu się naszego kraju spod ucisku PRL zaczęły się budować (zwabione zaniżonymi podatkami) międzynarodowe sklepy-molochy. Wygrywały one jednak z sklepikami osiedlowymi, gdyż były na początku swej działalności zwalniane (przez „mądrych” polityków) z podatków. Dawało im to predyspozycje na obniżanie cen i przyczyniało się do krachu mniejszych sklepów. Szary Kowalski jechał teraz do hipermarketu po herbatę, kawę i czekoladę, ale również bułki – dlatego, że ceny były zazwyczaj kilkakrotnie niższe. Ze sklepików osiedlowych przetrwały tylko te najbardziej rentowne, które jednak podczas tego starcia moloch-choroby osiedlowy wyszły obronną ręką.
Aczkolwiek wraz z klęską PRL w naszym kraju w Internecie zaczęły powstawać sklepy w wirtualnej sieci, na samym początku były mało liczne, by do dzisiejszych czasów osiągnąć ogromną liczbę. Na sklep internetowy można spoglądać, tak samo, jak na normalny sklep wielobranżowy mieszczący się na osiedlu lub wsi. Są małe sklepiki z artykułami niszowymi (cappuccino La Movida, herbata owocowa, kawa, artykuły drogeryjne, wyroby cukiernicze), ale istnieją też giganty, które handlują elektroniką i książkami. Są wyjątki, które niestety nie wytrzymują pod swoim ciężarem i zaczynają być dysfunkcjonalne – ale tego typu przykładów jest bardzo mało. Wydaje mi się, iż to jednak w sklepie internetowym leży niedaleka przyszłość. Internauci stają się coraz bardziej leniwi, nie mają ochoty chodzić z mieszkania na zakupy – i to dla właśnie tych Internautów stworzone są zakupy w Internecie. Zamówienie, płatność kartą i za kilkadziesiąt godzin towar przywozi nam do domu kurier. Szybko, łatwo i przyjemnie – niestety nie istnieje w tym wszystkim miejsca na jakiekolwiek kontakty międzyludzkie (poza kontaktem z listonoszem oczywiście).