Był już coraz bliżej, a ona siedziała sparaliżowana strachem. Dostrzegała jedynie ostrze noża, które przesuwało się po płytkach na ścianie jej zielonej łazienki. Zielony to kolor nadziei, prawda? Nadzieja opuściła jej serce z chwilą, gdy ten obcy mężczyzna stanął z nią twarzą w twarz. Nie miała wątpliwości, że przyszedł ją zabić. Nie zadawała sobie dziecinnego pytania: dlaczego?
Nie chciała wiedzieć, bo na pewno nie potrafiłaby tego pojąć. Nigdy wcześniej nie widziała go na oczy, więc jaki on mógł mieć powód? Z pewnością najoczywistszy – lubił zabijać. I nagle coś się stało. Wyraz jego twarzy, do tej pory taki skupiony i upiornie zastygły, zaczął jakby topnieć. Drgnęły mu mięśnie szczęki. Miał owalną twarz z szeroko rozstawionymi oczami koloru węgla. Nie wiedziała, że ludzie mogą mieć tak ciemne oczy. Brwi łączyły się nad nosem, co potęgowało jego groźny wygląd. Prawie nie miał ust, tylko jakby rysę pozostawioną po dawnej ranie.
Zatrzymał się po kilku krokach i patrzył na nią. Miała wrażenie, że kogoś słucha, bo zaczął kiwać głową. Nagle skierował rękojeść noża w jej stronę. Nie miała pojęcia, co to ma znaczyć. Rysa na jego twarzy wygięła się i dopiero po kilku sekundach dotarło do niej, że się uśmiecha.
- No dalej, Joanno. To Twoje przeznaczenie – jego głos przypominał szelest wiatru na pustyni, oschły i drapiący.
Skąd do diabła wiedział, jak ma się nazywa? I właściwie, czego do niej chciał? Dygocząc na całym ciele wstała i stanęła najdalej jak mogła, aby jednocześnie wziąć od niego nóż. I co teraz? Uciekać? Stał w drzwiach, eliminując szansę wydostania się z łazienki. Napastnik nawet nie drgnął, tylko rozłożył ręce w geście wyglądającym jak zaproszenie do przyjacielskiego uścisku.
- No dalej, jak zrobisz to pierwszy raz, nie będziesz potrafiła przestać – znowu ten chropowaty dźwięk jego głosu. Przyprawił ją o gęsią skórkę.
Czuła się, jakby oglądała tą scenę z boku. Postawiła zdecydowany krok do przodu i dźgnęła go nożem prosto w miejsce, gdzie spodziewała się ugodzić serce. Zaskoczyła ją bezgraniczna radość, jaka malowała się na jego twarzy, kiedy opadał na podłogę. Nie oglądnęła się za siebie, kiedy przechodziła do sypialni, ubrała się i zeszła do kuchni. Miała gdzieś pod zlewem środki dezynfekcyjne, którym obmyła nóż z krwi. Schowała go za pasek spodni, minęła bez wahania torebkę w przedpokoju i wyszła z mieszkania. Nie będzie już potrzebować niczego z tego domu. To, co kłębiło się w jej głowie, przerażało ją. Najbardziej jednak obawiała się myśli, że sprawiło jej to satysfakcję. Nie miała pojęcia, kim on był, nie obchodziło jej to. Usiadła na ławce parkowej i odetchnęła nocnym powietrzem. Wiedziała jedno, że odkryła w sobie mroczne pożądanie, aby zrobić to ponownie…